I runda 2003 – Handle Szklarskie

Zwyciężyła rozwaga

W topniejących resztkach śniegu lecz w nie najgorszych warunkach pogodowych odbyła się I Runda Pucharu Polski w Ekstremalnej Jeździe Samochodami Terenowymi OFF-ROAD PL – Trophy 4×4. Na starcie w Hadlach Szklarskich stanęło szesnaście załóg, które miały do pokonania kilkanaście kilometrów trasy o ogromnych trudnościach, do wygrania – komplet ksenonowych reflektorów Hella Luminator. Dwa odcinki – nocny i dzienny – wyłoniły najlepiej przygotowane załogi. Najwyższy sprawdzian przeszły samochody i ich wyposażenie. W wielu autach wyposażenie zawiodło.

Już o godzinie 11 w piątek nastąpił prolog rundy, który tradycyjnie dla pucharowych zmagań, miał na celu jedynie ustalenie pozycji startowych. Pomimo to już starcie do prologu napięcie wśród startujących osiągnęło wysoki poziom. Tylko kilka załóg pokonało bez pomocy wyciągarek bardzo stromą, kilkusetmetrową pętlę wytyczona w ciasnym leśnym terenie. Wystarczyła chwila nieuwagi, by spotkać się z drzewem, o czym przekonał się Darek Pol i jego Land Cruiser. Obok wysokich umiejętności jazdy, liczyły się dobre gumy i dobre proporcje masa-moc pojazdu. Kluczowym miejscem okazał się „próg” przed pętlą nawrotki, który w połączeniu z grząskim i śliskim podłożem dał mieszankę niezawodną. Wyniki czołówki były zbliżone, lecz najlepszy czas prologu uzyskał Jeep Wrangler Grzegorza Bromy i to on właśnie pierwszy wyruszył na trasę odcinka nocnego.

Po pokonaniu kilku kilometrów asfaltowych i gruntowych dojazdówek zawodnicy zapadli w las. Pierwsze kilometry to relatywnie łatwy i nie wymagający użycia wyciągarek teren przeoranych koleinami dróg gruntowych.

Po tych „rozgrzewkowych” kilometrach etapu nastąpiła część właściwa etapu. Głębokie błotniste rowy, strome podjazdy i zjazdy oraz trawersy wymagały doskonałej współpracy pomiędzy kierowcą i pilotem, bezbłędnego doboru punktów asekuracyjnych i wykorzystania sprzętu. Po sforsowaniu błotnistego strumyka miał miejsce ostry podjazd pomiędzy drzewami. Dalej kawałek łatwiejszego terenu wyprowadzał do zjazdu z podstępnie umieszczoną na stromiźnie pieczątką PKP-u. Część środkowa odcinka wiodła podmokłym płaskim fragmentem łąki. Na szczęście podłoże nie zdążyło całkowicie rozmarznąć i „puściło” w jednym tylko, kilkunastometrowym fragmencie. Nie wszystkim pomogły potężne 35-calowe koła i blokady mechanizmów różnicowych. Chwila nieuwagi wystarczyła, by Jeep Polaka i Wiercińskiego zapadł się w młace po zderzaki, a problemy z wciągarką spowodowały godzinny postój tej załogi. W tym samym miejscu potężny Nissan Patrol Zaleskiego i Pawełka złapał gumę. Wymiana koła w takich warunkach nie należy do przyjemności. Okazało się jednak, że właściwy wybór trasy, wszystko jedno – zamierzony, czy przypadkowy, może gwarantować spore oszczędności czasowe.

Po bagienku – kilkusetmetrowy podjazd. Nie było specjalnej możliwości skutecznego napędzenia się; krótki rozbieg i skręt pod kątem 90 stopni są już na pochyłości. Pierwsze załogi jadące po świeżej darni wyszły o kilka metrów wyżej niż pozostałe, ale te kilka metrów nie miało szczególnego znaczenia w ogólnym rozrachunku dwustumetrowego podjazdu. Zdecydowanie najlepiej sprawiły się nań auta z mechanicznymi wyciągarkami – Land Cruiser Piotra Gadomskiego i UAZ Leszka Dobrowolskiego. Poważną próbę przeszły wyciągarki elektryczne pozostałych załóg. To tu w Toyocie Węgrzyna nastąpiła bardzo poważna awaria elektryki, problemy z zasilaniem wyciągarki miał także Zaleski. Ten drugi jednak zdecydował się na kontynuowanie jazdy w ciasnym meandrującym strumyku. Wraz z kilkusetmetrowym trawersem po podjeździe stanowił on o końcowych trudnościach etapu nocnego i niemal wszystkie załogi pokonywały go już po zmroku.

Gołębiowski/Derengowski okazali się bezwzględnie najlepszą załogą na trasie odcinka nocnego; w strumieniu mieli przewagę kilkudziesięciu minut przed pozostałymi uczestnikami. Nadzwyczaj wymagającą trasę pokonali w czasie ok. 2 godz. 40 min. dystansując konkurentów. Zaowocowała doskonała współpraca, w tym także komunikacja pomiędzy pilotem i kierowcą. Faworyci po prologu – Broma/Kulczycki – stracili w strumieniu tylny wał napędowy i wypadli z czołówki. W rzeczce poległa też załoga Gryszczuk/Krawczyk. Przygotowanego na ostatnią chwilę przed rundą i niesprawdzonego w terenie Land Rovera tych ostatnich wyeliminowała pęknięta sprężyna zawieszenia i przegub przedniego mostu. Ostatnie załogi zjechały na metę o czwartej nad ranem. Pięć godzin później rozpoczął się etap dzienny.

Znacznie dłuższy niż nocny wykorzystywał naturalne ukształtowanie terenu leśnego – przede wszystkim liczne jary i zbocza. Przez około siedem kilometrów załogi napotykały ciąg trudności. Po raz kolejny największym obciążeniom poddane zostały wyciągarki. Awarie już na pierwszych kilometrach trasy nie ominęły czołówki: Toyoty Pola/Zagórskiego, Nissana Zaleskiego/Pawełka, czy – po raz kolejny – Jeepa Polaka i Wiercińskiego. Nadmieńmy, że wszystkie wymienione załogi miały szansę na czołowe lokaty. Wprawdzie podjazdy etapu dziennego nie mogły równać się z tymi, które były udziałem załóg w nocy, to ciasno wytyczona wśród drzew na pokrytym rozmokłymi liśćmi podłożu i biegnąca ciągłymi trawersami trasa wymagała wielu przepięć lin, a nawet bocznej asekuracji. To na ekstremalnych podjazdach odcinka dziennego dały o sobie znać przewagi wyciągarek o napędzie mechanicznym, w które wyposażone były: Toyota Piotra Gadomskiego i UAZ Leszka Dobrowolskiego. Już w drugiej części etapu awaria wyciągarki spowodowała, że mający cały czas ogromną przewagę nad resztą załóg Gołębiowski/Derengowski musieli pogodzić się z spadkiem na dalszą pozycję.

Metę odcinka dziennego pierwsza osiągnęła bardzo równo i spokojnie jadąca krakowska załoga Sawicki/Sawicki, z widoczną przewagą nad mielecką ekipą Barszczewski/Barszczewski i przed gliwiczanami Gadomski/Ciepły. Co ciekawe, dwie czołowe załogi korzystały z wyciągarek elektrycznych, co świadczy o dobrym przygotowaniu sprzętu. Awaria sprzęgła wyeliminowała z czołówki ambitną załogę Dobrowolski/Wójcik. Duże słowa uznania należą się Polakowi i Wiercińskiemu, którzy uporali się w końcu z awariami elektryki i zaliczyli wszystkie punkty kontrolne.

Pierwsza runda pucharowej rozgrywki za nami. Odbyła się w dość niesprzyjających jak na połowę kwietnia warunkach. Zalegający po ostatnich w tym roku opadach śnieg, zarówno dla uczestników, jak i dla organizatorów, stanowił spore zaskoczenie. Pracę załóg na trasie nocnego etapu utrudniał także padający deszcz. Wytyczone przez kolegów z rzeszowskiego Jeep Klubu trasy były – używając terminologii wspinaczkowej – syte, choć niezbyt długie. Przy tym odcinek nocny prezentował się niebywale widowiskowo. Odcinki prowadzące po asfalcie i drogach utwardzonych wiązały się jedynie z dojazdami do właściwych części tras. Pewną kontrowersję mogło wzbudzić oznakowanie trasy odcinka dziennego, jednak wyznaczone taśmami „bramki” pomiędzy drzewami zostały przez załogi potraktowane zgodnie z zamysłem organizatorów.

Tomasz Konik

W kategorii Poprzednie edycje Tagi: , , , , , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.