III runda 2002 – Rabka

Wszystko jasne!

Ostatnia eliminacja Pucharu OFF-ROAD PL odbyła się w Beskidzie Wyspowym i Średnim (Wyspowym), co stanowiło pewną odmianę dla dwóch pierwszych rozgrywanych na nizinach. Wymagający teren górski zweryfikował sprzęt, lecz nie wpłynął znacząco na klasyfikację generalną.

Już przed startem było jasne, że bez względu na wynik Piotr Kowal i Mariusz Gwizdowski maja zapewnione pierwsze miejsce w klasyfikacji końcowej Pucharu Polski. Po dwóch eliminacjach dysponowali 41 punktami, podczas gdy druga w kolejności załoga ma punktów 16. Dla zdobycia tytułu mistrzów krakowskiej załodze wystarczyło osiągnięcie mety, czyli 1 punkt w rabczańskiej eliminacji; w najgorszym wypadku pierwsze miejsce zdobyliby ex-equo z Luberdą i Polakiem. Przypomnijmy – Darek Luberda nie startował w Kietlicach, co poważnie umniejszyło jego dorobkowi punktowemu.

Ciuciubabka

O tym, że nie będzie jechał asekurancko, Piotr Kowal „powiedział” na prologu. Pokonał go dynamicznie, i choć nie z najlepszym czasem, to dał konkurentom do zrozumienia, że będzie walczył. Po krótkim prologu przyszedł czas na odcinek nocny. Już na początku załogi natrafiły na trudny kamienisto-skalny brzeg, a noc i siąpiący deszcz utrudniały przejazd. Tylko pierwsze załogi pokonały bezproblemowo nadrzeczne głazowisko; kolejnym dały się mocno we znaki potężne, śliskie i ostre kamienie o metrowej bez mała kubaturze. Podczas gdy nawet trzy załogi walczyły równolegle z kamienną szykana inne szukały objazdu, do czego skłaniało niedostateczne w tym miejscu oznakowanie trasy. Sporo radości, tradycyjnie już dał publiczności jadący po raz drugi w tym roku z synem Jacek Zaleski już w rzece ładując się w skalne bystrze.

Główna część trasy została wyznaczona na stokach okolic Lubonia. Ostre podjazdy, wąskie jary i… kłopoty z nawigacją były na porządku dziennym (a raczej nocnym); zanotowano kilka „boków” i przypadków uwiądu sprzętu – zwłaszcza wyciągarek. Dodatkową atrakcję sprawiła aura: bardzo gęsta mgła oraz spowodowana w tych warunkach ujemną temperaturą szadź towarzyszyły załogom w wyższej partii gór. Tym niemniej pierwsze załogi ukończyły trasę pomiędzy godziną 2 i 3 w nocy. Kowal z Gwizdowskim zjawili się na mecie odcinka jako pierwsi ze spora przewagą nad resztą stawki.

Rock crawling

Etap dzienny odbywał się już łaskawszej scenerii, choć temperatury w okolicy zera stopni C i padający cały czas deszcz nie zapewniały załogom komfortu nawet na łatwiejszej części trasy. Trasę rozpoczął ten sam kamienisty brzeg, który pokonali bez pomocy wyciągarki jedynie Kowal z Gwizdowskim. Kilkunastokilometrowa trasa nie sprawiła załogom trudności – był to dość szybki odcinek, na którym liczyły się przede wszystkim zdolności nawigacyjne pilotów oraz orientacja w terenie. W nieczynnym potężnym kamieniołomie w Osielcu odbył się końcowy sprawdzian sprzętu i ludzi. Gigantyczne podjazdy, sporo błota, nieco wody oraz wymagające elementy skalne i leśne wyłoniły najlepszych. Od początku do końca trwała rywalizacja pomiędzy Darkiem Luberdą i Szymkiem Polakiem (Jeep Wrangler 5.2 V8) oraz Piotrem Kowalem i Mariuszem Gwizdowskim (Land Rover 110 4.6 V8). Pierwszy w Osielcu pojawił się piaskowy Land Rover Kowala. Pierwsze szykany pokonał bardzo sprawnie, podobnie jak i gigantyczny kilkudziesięciometrowy podjazd będący nasypem pomiędzy dwoma poziomami wyrobiska. Tu dała znać o sobie mechaniczna wyciągarka zainstalowana w „ciężarówce” krakowian. Darek Luberda działał nie mniej sprawnie, choć pokonanie wspomnianego zbocza zajęło jego elektrycznemu Warnowi nieco więcej czasu. Kolejne kilkaset metrów obydwie załogi pokonały bardzo sprawnie, choć w ciasnych bardzo pofałdowanych pasażach długi Land Rover krakowian miał znacznie mniej miejsca niż króciutki, pod niebo wyliftowany, stojący na 38-calowych kołach i portalowych mostach Wrangler Luberdy. Jeszcze mniej sprzyjające dla Kowala i Gwizdowskiego były następne metry. Teren prowadził wąsko wśród drzew i pickup pokonywał go z trudnością. Dopiero jednak błąd Kowala i zaklinowanie jego długiego pojazdu pomiędzy drzewami pozwoliły Luberdzie wyjść na czoło stawki. Obydwaj kierowcy wykorzystywali jednak doskonale właściwości swoich jakże różnych pojazdów. Darek Luberda doskonale radził sobie wśród drzew i wysokich pni, podczas gdy Piotr Kowal wykorzystywał przewagę długiego rozstawu osi i niższego auta na trawersach i podjazdach. Dodajmy, że obydwa auta korzystały z potężnych benzynowych silników V8, których pomruk wprowadzał publikę w delikatne stany euforyczne. Krytyczny moment rywalizacji nastąpił na ostatnich kilkuset metrach trasy. Po ściągnięciu się z pnia, Kowal nie wyłączył wyciągarki i ruszając zerwał linę wciągarki. Udało mu się potem pokonać na kołach bardzo wymagający odcinek skalny, lecz zatrzymał go wyjazd z głębokiego rowu. Do mety pozostało około 30 metrów kiedy długa „stodziesiątka” zawisła brzuchem. Wyszukiwanie w tych warunkach końca zerwanej pod podwoziem liny nie było łatwe. W nieco nerwowej atmosferze udało się jednak zesztukować linę i Kowal z Gwizdowskim wpadli na metę uzyskując ten sam co do minuty czas przejazdu co Luberda i Polak!

Zacięta walka trwała na dalszych pozycjach, lecz było jasne, że nikt nie zdoła zagrozić pierwszym na mecie dwóm załogom. Trzecie miejsce zajęli równo jadący bardzo standardowym sprzętem (Wrangler 4.0) Wojtek Gołebiowski z Andrzejem Derengowskim. Jak zwykle wielu wrażeń dostarczyła wszystkim załoga Zaleski/Zaleski (szóste miejsce), lecz jedynym chyba kierowcą, który pokonał ostatni rów bez wincha był Wojtek Polowiec (czwarta lokata). O trudnościach kamieniołomu w Osielcu świadczy fakt, że ostatnie załogi zostały „wyratowane” w późnych godzinach wieczornych.

Podsumowanie

W klasyfikacji pucharowej zwyciężył zdecydowanie Kowal z Gwizdowskim, przed Luberdą i Polakiem; ci drudzy zebrali punkty tylko w dwóch eliminacjach. Te dwie załogi zdystansowały pozostałych uczestników, choć duże słowa uznania należą się także Gołębiowskiemu i Derengowskiemu. Załoga ta, jako organizator eliminacji w Miastku, nie była klasyfikowana w pucharze, lecz startując zaledwie w dwóch eliminacjach zdobyła nieoficjalnie 34 punkty, co dałoby jej trzecie miejsce w klasyfikacji końcowej.

Pierwszy cykl pucharowy za nami. Mamy nadzieje, że przyszłoroczny zgromadzi większa liczbę załóg. Można przypuszczać, że zaproszenia przyjmą czołowi kierowcy z Niemiec, Holandii, Austrii i Węgier.

W kategorii Poprzednie edycje Tagi: , , , , , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.